Przejdź do treści
Wszystkie wpisy

Dziennik pracowni

Dlaczego właściwie niebieski?

Pędzle z pracowni

To pytanie pojawia się u mnie bardzo często.
Dlaczego właśnie niebieski? Dlaczego woda? Dlaczego niebo? Dlaczego ten kolor tak mocno wraca w moich obrazach?

I szczerze mówiąc, nie mam na to jednej krótkiej odpowiedzi.

Nie było tak, że pewnego dnia postanowiłam: „od teraz maluję na niebiesko”. Ten kolor był ze mną dużo wcześniej, zanim jeszcze zaczęłam świadomie myśleć o nim jako o części mojej twórczości.

Myślę, że to wszystko jest gdzieś bardzo mocno zakorzenione w dzieciństwie. Od zawsze trochę bujałam w chmurach, dosłownie i w przenośni. Potrafiłam długo patrzeć w niebo, śledzić chmury, ich kształty, światło, to jak powoli się przesuwają i zmieniają. Niby zwykły widok, a dla mnie zawsze było w tym coś magicznego.

Wieczorami podobnie działał na mnie księżyc. Mogłam patrzeć i patrzeć. Bez konkretnego celu. Po prostu zatrzymać się na chwilę i być w tym spojrzeniu. W tej ciszy. W tym czymś, czego nie dało się dotknąć, ale bardzo mocno się to czuło.

Z czasem do tego wszystkiego doszła woda. Niebo odbite w wodzie, światło na jej powierzchni, cień, który nagle pojawia się w pejzażu albo na ciele. To połączenie zawsze powodowało we mnie coś trudnego do opisania. Jakby poruszało jakąś bardzo cichą część mojej duszy.

I chyba właśnie dlatego niebieski nigdy nie był dla mnie tylko kolorem.

Kolor, który był ze mną od dawna

Kolor zawsze miał dla mnie znaczenie. Jeszcze zanim zaczęłam myśleć o malarstwie bardziej poważnie, zwracałam uwagę na barwy, materiały, ubrania, wzory. Moda była mi bliska od dziecka. Patrzyłam na to, jak kolory działają razem, jak zmieniają nastrój, charakter, sposób odbioru człowieka albo miejsca.

Później pojawiło się malarstwo. Dużą rolę odegrał tutaj mój tata, który cierpliwie uczył mnie podstaw rysunku i malowania. To dzięki niemu ta droga stała się dla mnie czymś naturalnym.

W pewnym momencie te światy zaczęły się łączyć: kolor, moda, obraz, emocje. I coraz częściej zatrzymywałam się właśnie przy błękicie.

Nie przy każdym niebieskim. Bardziej przy takim, który ma w sobie głębię. Który nie jest tylko ładny, ale coś robi z człowiekiem. Przyciąga, uspokaja, czasem oddala, czasem daje poczucie nieskończoności.

Klein Blue

Podczas pracy nad licencjatem bardzo ważną inspiracją stał się dla mnie Yves Klein i jego intensywny odcień niebieskiego, International Klein Blue.

To nie był dla mnie po prostu „ładny kolor”. Ten błękit miał w sobie coś mocnego, głębokiego, prawie hipnotyzującego. Nie był delikatny ani grzeczny. Był nasycony, odważny, obecny.

I chyba właśnie to mnie w nim zatrzymało.

Zrozumiałam wtedy, że kolor może być czymś więcej niż tłem. Może sam budować obraz. Może być emocją, przestrzenią, doświadczeniem. Nie musi niczego przedstawiać dosłownie, żeby działać na człowieka.

Nie chodziło mi o to, żeby kopiować Klein Blue jeden do jednego. Bardziej o to, że ten kolor otworzył mi pewien sposób myślenia. Pokazał mi, że błękit może być czymś nieskończonym. Że można w niego wejść wzrokiem. Że może być jak niebo albo woda, bliski, a jednocześnie nieosiągalny.

Niebo, woda, księżyc i cień

Kiedy myślę o niebieskim, najpierw widzę niebo.

Niebo jest dla mnie przestrzenią, która nigdy się nie kończy. Jest nad nami cały czas, a jednak każdego dnia wygląda inaczej. Czasem jest jasne i lekkie, czasem ciężkie, prawie szare. Czasem daje poczucie wolności, a czasem wprowadza melancholię.

Woda jest dla mnie jeszcze bardziej tajemnicza, bo pod jej taflą zawsze istnieje drugi świat. Ukryty, cichy, nie do końca odkryty. Uwielbiam nurkować właśnie dla tego momentu, kiedy zanurzam się pod powierzchnię i nagle wszystko się zmienia. Dźwięki znikają, ciało staje się lżejsze, a wokół pojawia się cisza, której nie da się porównać z żadną inną.

Pod wodą mam wrażenie, jakbym na chwilę odcinała się od świata, który znam. Zaczynam patrzeć inaczej, wolniej, uważniej. Fascynuje mnie to, co znajduje się pod spodem: głębiny, roślinność, ruch światła, tajemnica miejsc, których nie widzimy na pierwszy rzut oka. Może dlatego woda tak często wraca w moich obrazach. Bo nie jest dla mnie tylko pejzażem. Jest przestrzenią, w której można się zanurzyć naprawdę, nie tylko ciałem, ale też myślami.

Podobnie działa na mnie nocne niebo. Kosmos, gwiazdy i księżyc od zawsze miały w sobie coś przyciągającego. Jako dziecko potrafiłam długo wpatrywać się w księżyc, jakby był czymś bardzo bliskim, a jednocześnie całkowicie nieosiągalnym. Do dziś mnie zatrzymuje. Jest w nim spokój, tajemnica i jakaś dziwna siła, która sprawia, że człowiek na chwilę milknie.

Gwiazdy przypominają mi o nieskończoności, o tym, jak małą częścią większej całości jesteśmy. I chyba właśnie te dwa światy, głębiny wody i przestrzeń kosmosu, najbardziej mnie poruszają. Jeden prowadzi w dół, pod powierzchnię, drugi w górę, poza horyzont. A oba mają w sobie ciszę, błękit, tajemnicę i coś, czego nie da się do końca nazwać.

A cień? Cień dodaje temu wszystkiemu czegoś bardzo osobistego. Jest śladem obecności. Czymś delikatnym, czasem ledwo widocznym, ale jednak ważnym. Przypomina, że człowiek może być obecny nawet wtedy, kiedy nie pokazuje się w pełni.

To połączenie nieba, wody, księżyca i cienia jest dla mnie czymś niezwykle silnym. Jest w nim spokój, ale też tęsknota. Jest piękno, ale nie takie oczywiste. Jest cisza, ale nie pusta. Raczej taka, która zostaje w człowieku na dłużej.

Niebieski jako mój język

Dzisiaj czuję, że niebieski stał się częścią mojego języka.

Nie używam go tylko dlatego, że dobrze wygląda na płótnie. Wracam do niego, bo pozwala mi mówić o rzeczach, które trudno nazwać. O wspomnieniach, dzieciństwie, wodzie, niebie, kosmosie, ciele, cieniu, tęsknocie, spokoju i tym dziwnym stanie zawieszenia pomiędzy.

Pomiędzy jasnością a ciemnością.
Pomiędzy tym, co widoczne, a tym, co ukryte.
Pomiędzy rzeczywistością a wspomnieniem.
Pomiędzy tym, co pod taflą wody, a tym, co wysoko nad nami.
Pomiędzy tym, kim byłam, a tym, kim jestem teraz.

Ten kolor pojawił się później bardzo wyraźnie w moich cyklach dyplomowych „Półmroki” i „Tożsamość”, ale o nich opowiem osobno w kolejnych wpisach.

Tutaj chciałam zacząć od początku. Od tego, że niebieski był ze mną właściwie zawsze. W chmurach, w niebie, w księżycu, w wodzie, w cieniu. W tych wszystkich momentach, kiedy patrzyłam na coś długo i czułam, że dzieje się we mnie coś więcej, niż umiem powiedzieć.

Dla kogoś niebieski może być po prostu kolorem morza albo wakacji. Dla kogoś innego spokojem, chłodem, wolnością albo samotnością.

Dla mnie jest przestrzenią, do której wracam.

Kolorem ciszy.
Kolorem pamięci.
Kolorem wody i nieba.
Kolorem głębi i nieskończoności.
Kolorem, który nie kończy się na powierzchni obrazu.

Dlatego właśnie niebieski.